Droga Do Domu

Codziennie podejmujemy decyzje, determinujące naszą przyszłość

Niby kobietom jest gorzej?


Jestem kobietą i alkoholiczką, nie pijącą od 2.5 roku. Mogę na dzień dzisiejszy powiedzieć, że udało mi się zatrzymać chorobę, trzeźwieć i cieszyć się życiem. Pamiętam jednak jak bardzo bałam się, że sobie nie poradzę. Słyszałam od innych, czytałam, że kobiety szybciej się uzależniają i trudniej się leczą. Faktem jest, że się szybciej uzależniamy, ale leczenie to sprawa indywidualna i zależy wyłącznie od nas samych.

Uzależniamy się szybciej, bowiem mamy odmienną budowę ciała i strukturę psychiczną niż mężczyźni, a klimat społeczny, który nie akceptuje a wręcz potępia i odrzuca kobiety nadużywające alkohol, nie sprzyja by przyznać się do swojego problemu i podjąć leczenie.

Mamy większe poczucie wstydu i winy w związku z rolami jakie pełnimy w rodzinie i społeczeństwie - matka, opiekunka dzieci, strażniczka ogniska domowego. Kobiety często piją w samotności, ukrywają się i często długo nikt nie ma świadomości, że kobieta wkroczyła na drogę, która prowadzi do samotności, zagubienia, autodestrukcji, do sytuacji gdzie jedynie fachowa pomoc może przywrócić jej normalne, godne i radosne życie.

Wszystko to przeszłam, piłam przez 10 lat, a ostatnie 3 lata były dla mnie tragiczne. Dobiłam do swojego dna i poprosiłam o pomoc. Z perspektywy czasu, uważam to za najlepszą decyzję swojego życia. Z terapii wyszłam odmieniona, pełna wiary i nadziei na lepsze życie. Spadł ze mnie przede wszystkim bagaż jaki nosiłam przez wiele lat, który odbierał mi radość życia ( poczucie winy, wstydu, krzywdy ).

Przestałam żyć w rozkroku pić, czy nie pić. Zajęłam się swoim trzeźwieniem i uzyskałam wewnętrzny spokój. Wiem, że jeżeli bardzo chcemy zmienić swoje życie, to w nas wyzwala się olbrzymia siła, moc która pozwala pokonać wszelkie przeszkody.

Terapia była dla mnie wyzwoleniem i otworzyła mi drogę ku lepszemu życiu, bez lęków, złości, niepewności, braku zaufania i nienawiści do siebie. Byłam wręcz dumna, że pomimo tego, ze tak nisko upadłam zdołałam się podnieść i zawalczyć o siebie.

Chodziłam po mieście z podniesioną głową, bez wstydu, wolna, pełna energii. W takiej kondycji psychicznej rozpoczęłam marsz ku wolności. Dzisiaj uważam, że dzięki uzależnieniu stałam się lepszą, mądrzejszą osobą. Był to zwrotny punkt w moim życiu. Dzięki niemu mogę się rozwijać i bardziej świadomie kroczyć przez życie. Sytuacja moja w Domu, w pracy, w gronie przyjaciół odmieniła się. Z biegiem czasu odzyskałam zaufanie, teraz to ja stanowię podporę dla bliskich.

Myślę, że fakt odcięcia się od przeszłości (bez obwiniania siebie i innych) i nie wybieganie daleko do przodu, ale Zycie tu i teraz, dniem dzisiejszym (rozwiązywanie bieżących spraw, krok po kroku) pozwoliło mi spokojnie przejść przez pierwszy okres trzeźwienia. Nie oglądanie się na ludzi wokół (zajęcie się sobą i swoim trzeźwieniem), ale wiara w siebie i docenianie tego co już zrobiłam ze swoim uzależnieniem dodawało mi otuchy, uczucia wiary we własne siły, zaczęłam bardziej przyjaźnie patrzeć na siebie.

Dzisiaj jestem osobą szanowaną i podziwianą i nikt nie dał mi odczuć, że jestem gorsza, a wręcz przeciwnie. Jesteśmy tylko ludżmi i mamy prawo do popełniania błędów. Ważne, by z nich wyciągać wnioski, starać się ich więcej nie popełniać i iść dalej do przodu.

MAMY BOWIEM JEDNO ŻYCIE, NASI NAJBLIŻSI TEŻ!!!

Warto pozytywnie patrzeć na ten problem. Odciąć przeszłość i wejść na nową drogę, która jest spokojniejsza, piękniejsza, wartościowsza, radośniejsza dojrzalsza. Nie uważam, żeby kobietom było gorzej. Wręcz przeciwnie powiedziałabym, że fakt , że jesteśmy mamami, motywuje nas, dodaje sił by się zmieniać, bo dzieci to nasza największa miłość, sens i radość.

Wszystko zależy od nas samych, mnie się udaje i wcale nie jest mi ciężko. Ciężko- to było przyznać się do uzależnienia, skonfrontować się z prawdą i poprosić o pomoc. Później to jest tylko z każdym dniem lepiej !!!!

Dyśka